Irak i Afganistan – smutne konkluzje, zawiedzione nadzieje

Przyznam, że strasznie drażnią mnie teksty o Afganistanie z mądrością dwóch dekad doświadczeń zabójczo krytycznie oceniające decyzję o wejściu zbrojnym do tego kraju. Zupełnie jakoś pomijające atmosferę, która panowała po 9/11. To nie tak, że brakowało głosów krytycznych, co trzeźwiejsi i pamiętający radzieckie problemy komentatorzy wskazywali, że temat nie jest łatwy. Ale euforia walki z terroryzmem przysłoniła wszystko. Zresztą początek operacji afgańskiej to był spacerek (tak samo jak Brytyjczyków w XIX wieku i ZSRR w XX).

Problemem był Irak. Skąd się wziął pomysł na tę hucpę do dziś do końca nie wiadomo. Niektórzy przypisują to kompleksom Busha Jr’a inni master planowi Karla Rove’a który był Bushowskim demiurgiem. To, co pozostało to operacja, która nie miała sensu w żadnym wymiarze. No i pozwoliła docenić te krytykowane Clintonowskie interwencje typu stand off w Kosowie. Irak szybko stał się geopolityczną katastrofą, która obciążać będzie USA przez całe dekady. Oficjalnie skompromitował „aktywną” strategię interwencji, która wojskowi nazwali „peacemaking” a która straszliwie zaczęła przypominać działania wojsk okupacyjnych tak w realizacji jak i zamierzeniach. Afganistan szybko dołączył do Iraku. Talibowie wyszli z nor i zaczęli krok po kroku rozmontowywać prozachodnie władze, których osadzenie w terenie było właściwie żadne. A USA brnęło w kolejne zgniłe kompromisy i ofensywy bez rezultatów.

Aż w końcu miało dość.  Najpierw rzuciło Irak, ale tam widać przynajmniej jakąś skłonność systemu do samoorganizacji. A teraz porzuca Afganistan. I to porzuca, nie ukrywajmy, szczególnie brzydko. Oczywiście żadna to nowość, bo sceny USA wiejącego z bazy Bagram, jako żywo przypominają ucieczkę z Wietnamu po ofensywie Tet. Teraz będzie ciąg dalszy deja vu, bo te miliony porzuconych Afgańczyków wobec ofensywy Talibów ruszą gdzie oczy poniosą. Myślę, że podstawowym kierunkiem będą „stany”, czyli post ZSRR-owskie Tadżykistan, Uzbekistan i Turkmenistan.  Rejterada do Pakistanu czy Iraku oznaczałaby przecież zamianę jednej islamskiej dyktatury na drugą. Oczywiście ci, którzy USA pomagali wiać muszą, aby ratować życie. Nadchodzący Talibowie nie mają w zwyczaju jakiegokolwiek „dogadywania się” a raczej publiczne i nadzwyczaj nieprzyjemne egzekucje.

Co dalej? Kolejne „państwo upadłe” rządzone przez religijnych fanatyków. Choć „rządzone” to jednak jest nadużycie. Pewnie 1/3 kraju będzie relatywnie autonomiczna, co nie znaczy, że bogata. Piekło „afganu” wróci po dwóch dekadach do stanu wyjściowego. Czy teraz czas, aby paru terrorystów znowu pojechało do USA? Przekonamy się.

Oczywiście w odwodzie jest Chińska wersja pax asiatica. Pieniądze bez zobowiązań wypłacane tym, którzy realnie mają władzę. Model imperium brytyjskiego. Zobaczymy czy dzisiaj także skuteczny. Zwłaszcza, że Chiny z islamem mają własne porachunki. A Afganistan jest zasobny w surowce tylko w teorii. Przy braku realnej władzy, infrastruktury i kontroli nie do końca wiadomo, co mógłby zaoferować Chinom.

Czy jest nadzieja? Moje poczucie Realpolitik podpowiada mi, że tak. Ale brzydka. Przydałby się lokalny Kadyrow. Bydle, ale zorganizowane. Tylko proces wyłaniania takiego indywiduum może być czymś, co pochłonie miliony ofiar. Póki, co kolejne państwo upadłe. „Power of Islam” w działaniu.

9 myśli na temat “Irak i Afganistan – smutne konkluzje, zawiedzione nadzieje

  1. Realnie pewnie będzie tak jak przed interwencją. Taliban zasadniczo na terenach pasztuńskich. Natomiast na obszarach innych grup etnicznych lokalne mudżahedińskie państewka dość mocno wspierane przez sąsiadów. Podstawowy kierunek migracji to chyba jednak Pakistan, „stany” są oddzielone od potencjalnego talibanu przez te państewka mudżahedińskie, które raczej nie pozwolą, żeby im się jacyś Pasztuni pałętali.

    Natomiast Irak zasadniczo wyszedł na plus. Szyici i Kurdowie nie mają powodu do narzekań. Gdyby wyrżnięto ISIS w zarodku to byłby pełen sukces.

    Polubienie

    1. Pakistan jest od Kabulu w drugą stronę a po drodze same ziemie zajęte przez Talibów. Ja tam uważam że będą raczej wiać w kierunku „stanów” albo Chin bo to dyktuje geografia.

      Polubienie

  2. Ocena amerykańskiej interwencji w Iraku i Afganistanie, zależy od tego, jakie cele polityczne te interwencje miały. A celów tych właściwie nie znamy, bo przecież na pewno nie było nimi „wprowadzenie demokracji”. Jeżeli przyjąć że po ataku z 11 września, USA wolało walczyć z islamistami na ich ziemi, zamiast na własnej, to cel polityczny został osiągnięty, zatem to USA odniosły zwycięstwo.

    btw podobie było z wojną wietnamską. Niby komuniści opanowali cały Wietnam, ale przy okazji Chiny skłóciły się z ZSRR, a Wietnam pozostał wrogi Chinom i dzisiaj znów jest amerykańskim sojusznikiem.

    Polubienie

    1. Wewnętrzne koszty obu wojen były znaczne a i materialne nakłady nawet przy uwzględnieniu inflacji bezprecedensowe. Sama koncepcja prowadzenia wojny metodami neokolonialnymi też wydaje się tyleż kosztowna co archaiczna. Co do „braku zamachów” to masz choćby Boston.
      Mam obawę że mamy tu do czynienia z triumfem koncepcji romantycznej polityki neokonserwatywnego „demokratycznego mesjanizmu” nad Kissingerowską realpolitik którą realizował na Bałkanach Clinton. Dziś Afganistan wraca do punktu wyjścia a Irak w praktyce się rozpadł. Domino pociągnęło za sobą destabilizacje wielu sąsiednich krajów. Nie wiem czy Saddam nie był obiektywnie lepszy.

      Polubienie

  3. Nie wiadomo jak by islamizm dzisiaj wyglądał gdyby nie wojny w Iraku i Afganistanie i i le by było zamachów w USA. Trudno to ocenić. Faktem jest, że obecnie niebezpieczeńtwo islamskiego terroryzmu znacznie zmalało, choć oczywiscie nie do zera. To że w Iraku i Afganistanie pozostał burdel, nie musi koniecznie USA przeszkadzać. Saddam byłby gorszy, bo co najmniej tak samo nieoblicalny, za to znacznie silniejszy. Irak, nawet podzielony, jest dzisiaj znacznie normalniejszy (zwłaszcza Kurdystan) niz był za Saddama.

    Polubienie

    1. Z tego co poczytuję mało który Irakijczyk zgodziłby się z twoją opinią. Zwłaszcza że kraj od dekady jest w stanie permanentnej wojny. Co do islamskiego terroryzmu to jego finansowe źródła leżą w innym kraju zatoki o czym już też zresztą pisałem. I w tej kwestii póki co nic się nie rozwiązało. Co do jednego zgoda Kurdom się polepszyło.

      Polubienie

      1. Swoje wojny USA toczą nie w interesie Irakijczyków, tylko w interesie Amerykanów. Czasami te interesy się pokrywają (w przypadku Kurdów, czy szyitów), czasami, niestety, nie.

        Polubienie

      2. Bardzo trudno jest mi wskazać interes USA jaki leżał za inwazją na Irak. Afganistan można od biedy obronić podnoszoną już przez ciebie argumentacją „walki na wrogiej ziemi” ale Irak był państwem spacyfikowanym i niegroźnym. Myślę że lekceważysz rolę czynników po pierwsze psychologicznych a po drugie politycznych (wybory prezydenckie). Skoro PiS dla wygranych wyborów gotów poświęcić relacje z UE czy USA to w Ameryce niewielka wojenka nie jest aż tak nieprawdopodobna.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s