Aspiracje kontra godność wojna narracji i kultur

Trywializując polski spór polityczny ostatnich lat mam wrażenie, że trwająca od wieków wojenka pozytywistów i romantyków zastąpiona została (a może jedynie uzupełniona) przez konflikt miedzy dwiema narracjami. Narracją aspiracyjną i narracją godnościową. Pierwsza będąc godną następczynią pozytywizmu jednoznacznie nastawia się na ciągłe dążenie do poprawy własnej sytuacji. Wynikające z pewnego rodzaju „pozytywnej zazdrości” względem innych ludzi czy też całych nacji. Chcemy, więc mieć niemieckie pensje i autostrady, amerykańskie wojsko, hiszpańskie plaże… Wydaje się, że apogeum tego stylu osiągnęliśmy tuż po wejściu do Unii. Wtedy cały przekaz medialny głosił dość sielską wizję nieustającego rozwoju, w serialach brylowały warszawskie prawniczki i architekci. Niestety mimo niewątpliwych zalet takie podejście ma też sporo minusów. Otóż niespecjalnie potrafi sobie poradzić z tymi, którym się nie powiodło i którzy aspiracji produkowanych przez media zaspokoić nie potrafią. A dysonans poznawczy miedzy tym, co w telewizji a tym, co w portfelu może stanowić siłę polityczną, która trudna jest do zlekceważenia.

Wydaje się, że przemianę przyniósł kryzys finansowy 2008 roku. Mimo „zielonej wyspy” oznaczał on dla wielu Polaków pogrzebanie wzrostowej trajektorii i rozpoczęcie okresu stagnacji. Dodatkowo klasę średnią dobijały kredyty frankowe stanowiące stałe źródło niepokoju i frustracji. Grunt zaczęły uzyskiwać inne emocje. Aspiracje zastąpił żal przez demiurgów szybko zastąpiony walką o „godność”.  Z godnością nie jest tak łatwo jak z aspiracjami. Trudniej ją ująć i zdefiniować. Pojawiły się „godne płace”, „godne emerytury” słowa wytrych, pod które każdy podkładał to, co mu wygodne. Ale też narracja godnościowa znowu ustawiła świat na linii my-oni. Przywracanie godności zaczęto postrzegać także w kategorii odwetu. Zorientowanie na lepszą przyszłość zastąpiło stare pragnienie Schadenfreude. Żądza odwetu przypominająca z jednej strony dążenie do komunistycznego rozkułaczania połączone z nienawiścią wobec prywaciarzy z drugiej dobrze znane oczekiwanie rekompensaty za nieszczęścia, jakie dotknęły „naród polski”. Cudownie wręcz z tą narracją zlepiała się równoległa mitologizacja katastrofy smoleńskiej. Trywialny dość, jeśli chodzi o przyczyny wypadek lotniczy nadmuchany został do skali tajemniczego zamachu. Niektóre ofiary katastrofy urosły do mitycznych rozmiarów. Urodziło się myślenie magiczne a politycy urośli do statusu nadludzi, którzy właściwie nie giną w banalnych wypadkach. „Godność” została naruszona i owa „godność” musiała być odzyskana.

Oczywiście nie znaczy to, że ludzie z aspiracjami automatycznie stali się poszukiwaczami odzyskanej godności. I vice versa. Ale zmiana klimatu była wyczuwalna i w 2015 roku osiągnęła moment przesilenia. Nowa władza początkowo postanowiła w dość karkołomny sposób obie narracje pożenić. W Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju patrzono w przyszłość jednak wszystko, co robiono kotwiono w godnościowej przeszłości. Stąd nazwy typu „Batory”, „Żwirko i Wigura”, „Luxtorpeda” odwołujące się do propagandowych sukcesów międzywojnia. I plany, które były tyleż ambitne, co na starcie niewykonalne. Więc po kilku zaledwie miesiącach walka o godność zastąpiła wszelkie aspiracyjne działania. Władza „odzyskiwała”, „odbudowywała”, „przywracała”. Z trywialnym budowaniem i przygotowywaniem szło znacznie gorzej. Odzyskiwanie godności okazało się trudne i niezwykle kosztowne.

Godność została, zatem uzupełniona naszością. Odzyskiwanie godności zaczęło następować nieco na wzór poprzedniego ustroju piciem szampana ustami przedstawicieli. Rodziny ruszyły do rad nadzorczych. Lud za to godność miał odzyskać dzięki obfitej finansowej stymulacji. 500 plus uzupełnione przez podwyżki minimalnych wynagrodzeń miało pozwolić zbliżenie się dochodów tych ambitniejszych z mniej ambitnymi. Wszystko to uzupełniało machanie szabelką na forum międzynarodowym (niezbędny element każdej godnościowej narracji) i pokazywanie niezależności i niezawisłości.

Dokąd to wszystko zmierza? Wzorzec rosyjski, kraju, który właściwie polityką godnościową próbuje zastąpić wszystkie inne aspekty życia, nie napawa optymizmem. Bo to jest możliwe. Może funkcjonować kraj gdzie większą satysfakcję ludzie czerpią ze strachu, jaki ich kra wzbudza u innych niż z tego, że sami są zamożni i szczęśliwi. Przy odpowiednim praniu mózgu godność może zastąpić nawet jedzenie, choć Północna Korea wydaje się przykładem cokolwiek skrajnym.

Ale ambicja nie umiera łatwo. Aspiracje są równie potężną siła. Zwłaszcza, kiedy (póki, co) granice otwarte i wielu przekonało się, że możliwe jest inne życie i inna polityka. Aspiracyjna polityka ma w sobie równie wielką magię, która jednak pozwoliła te mityczne wydawało się autostrady wybudować. To nie walka o odzyskanie godności zaprowadziła Koreę czy Singapur do klubu najbogatszych krajów świata. To marzenie, aby dorównać Japonii czy Niemcom i żyć tak amerykanie. Prawdziwie godne życie buduje dopiero nieposkromiona ambicja. Warto, aby o tym nie zapominać.

6 myśli na temat “Aspiracje kontra godność wojna narracji i kultur

  1. Rosja jest na tyle silna, że faktycznie może innych straszyć, choć z kilometra widać, że koszty sporo przewyższają realne zyski. Polityka tego typu w wykonaniu Polski może być co najwyżej śmieszna. I jest..

    Polubienie

      1. Ale większość krajów surowcowych taka jest. Surowce sprzyjają oligarchizacji, a wtedy władza musi odwracać od tego uwagę. Choćby i graniem na nacjonalistyczną lub imperialną nutę.

        Polubienie

      2. Żeby tylko surowce. Ani Węgry ani Czechy w surowce specjalnie nie obfitują a oligarchizacja jest. To chyba raczej chodzi o mechanizm zblatowania pieniędzy z władzą. Który o dziwo w PL działa średnio. Żaden bogacz nie zadeklarował zblatowania z władzą ani nie wykonywał za nią czarnej roboty. Całość robi państwowy Orlen.

        Polubienie

      3. Niemniej ichnia oligarchizacja jest płytsza i łatwiejsza do odwrócenia. Właściciel sieci fabryk nie utrzyma swojej pozycji bez zblatowania z władzą, bo go rynek zje. Właściciel sieci kopalń to inna sprawa.
        Co do Polski – Kaczyński nie chce oligarchii. Kaczyński chce nomenklatury. Dlatego taki Obajtek jest prezesem Orlenu a nie właścicielem. A prezesa można w każdym momencie wywalić na zbity ryj i zastąpić go jakimś łosiem z ulicy.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s