Wszystko można, co nie można…

Z pewną fascynacją oglądałem sobie różne seriale o „ortodoksyjnych” społecznościach żydowskich. Głównie, dlatego że niesamowite jest jak kreatywnie adaptuje się zasady z mającej kilka tysięcy lat książki do rzeczywistości współczesnego świata. Trochę przypomina to próbę naprawy IPhone’a przy użyciu instrukcji od kosiarki do trawy z 1930 roku. Niesamowite jest szczególnie to jak ludzie wyznaczają sobie granice, kiedy coś jest jeszcze zgodne z religią a kiedy nie. W ortodoksyjnym judaizmie szczególnie uroczo wygląda to w kwestii podróżowania w szabas. Przepisy wymyślono przecież w erze parterowych budynków z gliny i osiołków.

Ogólniejsza refleksja jest taka, że owe „kreatywne” podejście jest obecne w każdej religii. Mniej zabawnie jest, kiedy uświadomimy sobie, że jak na całym świecie ów przymus posłuszeństwa zasadom zależy w ogromnej mierze od zamożności i pozycji społecznej. Kolegę na egzotycznych wakacjach śmieszyła postawa krajowców, którzy na drinka wchodzili pod dach gdzie „Allach nie widział”, po czym ze zdziwieniem odkrył podczas służbowej wizyty w Dubaju, że w wielu miejscach ślepota Allacha ma charakter wyjątkowo trwały i nie wymaga umotywowania, na zdrowie! Oczywiście nie były to miejsca dla przeciętnych muzułmanów.

Czy u nas jest inaczej? Gdzie tam. Dla deklaratywnie katolickiego społeczeństwa piątkowy post ma już właściwie bardziej formułę tradycyjnej rybki (chyba, że grill). W rozwiązaniach instytucjonalnych jest „nieco” trudniej, ale przecież życie dostarcza potrzeb, więc i religia dostarcza rozwiązań. Szczególnie urocze w swojej hipokryzji są przeróżnej maści kościelne rozwody nazywane pono „unieważnieniami” związków. I tak na ślubnym kobiercu może stanąć dwoje rozwodników z gromadką dzieci, którym kościół (zupełnie bez związku obdarowany równolegle sowitym datkiem) daje glejt, że są oni niewinni niczym świeżo upieczeni gimnazjaliści. Kto w końcu bogatym zabroni.

I przyznam, że w tej sytuacji nie rozumiem tej całej afery o LGBT. Przecież przy odrobinie dobrej woli (wspomożonej drobną ofiarą finansową) można by wypracować jakieś teologiczne i praktyczne rozwiązanie. Może w duchu czasu i klimacie sakramentalnie jednej ze stron zmienić płeć czy coś. Nie łamiąc zasad, broń Boże, ale kreatywnie je adaptując do potrzeb zmieniającej rzeczywistości. Na pewno znajdzie się jakaś składna łacińska sentencja na tę okazję. Pewny jestem, że w miarę kurczących się przychodów kościół znajdzie rozwiązanie. Przecież historyczne precedensy już były.

Mam! Przecież można uczestnikom/uczestniczkom sprzedać dożywotnie odpusty!

Drodzy katolicy i katoliczki głowa do góry! Kościół potrafi. Pożenił Kaczyńską i Kurskiego to i gejów i lesbijki da radę. Trzeba mu tylko odrobinę pomóc. Najlepiej drobnym datkiem…

11 myśli na temat “Wszystko można, co nie można…

  1. Był czas, gdy dla celów propagandowych (rzekoma wspólnota Boga) ukuto termin „kultura judeochrześcijańska”. Termin oczywiście pomija kulturę przedchrześcijańską (tak słowiańską, jak celtycką, czy śródziemnomorską), z której judeochrześcijańska czerpie garściami, pomija też muzułmańską, która przecież wywodzi się z tego samego pnia. W każdym razie już starożytni Grecy byli bardzo biegli w omijaniu zakazów i nakazów wiary. Antygona została przez własnego ojca zamurowana żywcem, bo wiara zakazywała mu przelewania krwi członka rodziny. U muzułmanów zaś najsłynniejszy czas postu, ramadan, to czas największej rozpusty, tyle że wolno zacząć dopiero po zmroku, wtedy można chlać, ćpać, bzykać, żreć, co tylko dusza zapragnie. W Polsce bardzo mnie śmieszy Pasterka, bo to taka niby wigilia, ale już nie wigilia, więc ledwo trzymający się na nogach panowie o chuchu lepszym niż muchozol tłumnie chwalą „NARODZINY PANA”. Kilka lat temu śmiałem się do rozpuku, gdy wigilię spędzałem w małej mieścinie, gdzie specjalnie na Pasterkę otworzono knajpę, która zazwyczaj otwiera się ok. 14-tej i zamyka między 20-tą a 22-gą, bo i tak nie ma klientów, nastawiona była na pijaczków wracających z pracy. Jak się domyślasz, w Pasterkę były tłumy. Przybieżeli do butelki……

    Polubienie

    1. U mnie w rodzinie przekazywana jest ustnie opowieść o krewniaku któremu tak zapachniała świąteczna kiełbasa że czekał na północ 24/25 grudnia aby jej zasmakować… U mnie zaś samego takim symbolicznym pasowaniem na libertyna nie posiadającego (według zwolenników tych uczuć wyższych) żadnych uczuć wyższych było zeżarcie wędliny w Wielki Piątek nie skutkujące żadnymi metafizycznymi niepokojami (ani religijnymi, ani wegetariańskimi)

      Polubienie

  2. Mechanizm w sumie jest prosty. Dobrobyt napędza konsumpcję. A im większa dostępna konsumpcja, tym większy nacisk na jej różnorodność. Stąd też wszelkie oligarchie zawsze są w jakimś stopniu libertyńskie.
    Ma to jednak i ciekawą drugą stronę. Co się dzieje w społeczeństwach, gdzie nie tylko elity są zamożne, ale ogół ludności? Ano presja tego ogółu powoduje obyczajową liberalizację.

    Polubienie

    1. Rwolucja przemysłowa nieuchronnie, wcześniej czy później, tędy, czy owędy, ale prowadzi do ogólnego dobrobytu, a zatem i do społeczeństwa konsumpcyjnego. I o ile społeczeństwa preindustrialne mogly być bardzo zróżnicowane, bo bazując na rolnictwie jako głównym sektorze gospodarki, były kształtowane przez geografię, klimat, lokalną botanikę i zoologię, o tyle społeczeństwa industrialne nieuchronnie upodabniają się do siebie, bo kapitał – główny środek produkcji – jest wszędzie taki sam.

      Pytanie, co ze społeczeństwami postkapitalistycznymi i postindustrialnymi? Czy w ogóle przestaną się od siebie różnić? W końcu nawet drobne róznice kulturowe, tym religijne, będą się przekładać na olbrzymie różnice w wydajnosci ekonomicznej, zatem presja na niwelowanie tych pierwszych będzie potężna.

      Nawet islam zostanie w końcu zredukowany do damskich chust zakładanych raz w tygodniu.

      Polubienie

      1. Masz rację „in the long run”. Ale jak mawiał jeden z klasyków ekonomii „in the long run we all die” więc opór przed modernizacją widoczny np. w ruchu antyszczepionkowym może być i pewnie będzie potężną siłą.

        Polubienie

      2. A bo to było jakoś tak: baza kształtuje nadbudowę, a nadbudowa konserwuje bazę. Modernizacja będzie, ale będzie też opór, rosnący do pewnego punktu, a potem przesilenie, gdy stara nadbudowa zupełnie rozminie się z bazą i zostanie zastąpioną przez nową.

        Polubienie

  3. Opór jaki nadbudowa może stawiać bazie jest zupełnie znikomy, jak na możliwości bazy przełamywania go. Zatem owszem, pewna lepkość ukladu istnieje, ale może co najwyżej opóźniać zmiany w bazie, a nie je zatrzymywać, czy tym bardziej, zawracać.

    Polubienie

    1. Opór to może nawet stawiać spory, tylko skończy się to w końcu zaryciem mordą na dwa metry w glebę. Vide Hitler. Inna kwestia to konserwacja bazy przez nadbudowę. O ile przy dużych rozbieżnościach baza zaorze nadbudowę, to przy znikomych odpowiednia nadbudowa może zakonserwować bazę na amen. Zjawisko częste w świecie islamu, takie Afganistan czy Somalia to dość stabilne systemy.

      Polubienie

      1. @kmat
        Stabilne systemy? Akurat te dwa? Wybacz ale raczej nie. Zarówno Somalia jak i Afganistan do lat 60 były relatywnie normalnymi postkolonialnymi satrapiami (wiem A. nie był kolonią ale był przez brytoli zarządzany jak kolonia) z liberalnym (relatywnie) centrum z zachodnimi wzorcami i plemienną prowincją w duchu islamu. Dopiero finansowany przy poparciu USA przez państwa zatoki eksport islamu radykalnego w latach 80 trwale „zepsuł” te kraje. Ale oba przechodziły przez tak dużą ilość zmian, także społecznych, że określenie „stabilne” akurat tam b. słabo pasuje.

        Polubienie

      2. Bo to właśnie ten kolonialny liberalizm nie pasował do bazy. To jednak były prymitywne kraje rolnicze. Obsunięcie się w islamizm i anarchię to właśnie dostosowanie nadbudowy do bazy.

        Polubienie

      3. Tylko ze model prymitywna prowincja i umiarkowanie postępowe centra jest tak powszechny że to te dwa kraje są aberracją kiedy to prowincja wyeksportowała swój prymitywizm do centrum. W Afryce i Azji tudzież Ameryce Środkowej ten system ma się dobrze.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s